W brzuchu ciezarnej kobiety byly blizniaki. Pierwszy zapytal sie drugiego:
- Wierzysz w zycie po porodzie?
- Jasne. Cos musi tam byc. Mnie sie wydaje, ze my wlasnie po to tu jestesmy, zeby sie przygotowac na to co bedzie potem.
- Glupoty. Zadnego zycia po porodzie nie ma. Jak by mialo wygladac?
- No nie wiem, ale bedzie wiecej swiatla. Moze bedziemy biegac, a jesc buzia…
- No to przeciez nie ma sensu! Biegac sie nie da! A kto widzial zeby jesc ustami! Przeciez zywi nas pepowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mame, a ona sie bedzie o nas troszczyc.
- Mama? Ty wierzysz w mame? Kto to wedlug Ciebie w ogole jest?
- No przeciez jest wszedzie wokol nas… Dzieki niej zyjemy. Bez niej by nas nie bylo.
- Nie wierze! Zadnej mamy jeszcze nie widzialem, czyli jej nie ma…
- No jak to? Przeciez jak jestesmy cicho, mozesz posluchac jak spiewa, albo poczuc jak glaszcze nasz swiat. Wiesz, ja mysle, ze prawdziwe zycie zaczyna sie pozniej…
Mam 8 miesiecznego synka i jak czytałem ten tekst to sie bardzo miło zrobiło.
Dzieki
ps.
strona mojego synka: http://www.groszek.cimnet.pl
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/108/bielizniaki/#comment-386