z dniem 1.08.2005 r. zostaje bez pracy (tej normalnej, niestety w sadzie dalej musze pracowac… :/). troche wiecej tutaj. co dalej ? nie wiem.
na pewno bede staral sie sobie cos znalezc, ale uwzgledniajac fakt, ze pieprzone 8h musze spedzic w sadzie, od 7.30 do 15.30, to moze byc ciezko. pozostaje mi freelancerka i jakas zdalna robota. na wiecej na razie, tj. przez jakies 13 miechow, nie mam nadzieji. czyli samo rzycie… jak moja :kobieta: nie dostanie roboty, to bedzie krucho - jebany sad daje mi tylko 520,- (netto) co miesiac (jak to na sluzbie zastepczej). chocbym nie wiem co robil, to nie jestem w stanie za to przezyc. jest niefajnie.
najbardziej sie boje, jak to zniesie moja dziewczyna (wraca dopiero jutro), i jak mam jej to powiedziec. ostatnio juz mi sie kilka razy zdazyla lekko zalamac wszystkim po kolei - troszku jej sie nie dziwie, ostatnio sporo sie zmienialo i dzialo, wiec nerwy jej siadaja. no nic, cos wymysle. chyba…
:/
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/158/stalo-sie/#comment-123