Każdy chyba miał kiedyś ochotę, pragnienie, żeby pobawić się w Boga. Stworzyć nowe życie. Ja staję się Bogiem, gdy zaczynam pisać kod. Tworzę najpierw szkielet programu, określając podstawy funkcjonowania nowego, tworzonego przeze mnie życia. Później zaczynam określać dalsze aspekty mojego dzieła, patrząc, jak to nowe życie, rośnie, uczy się, i nabiera nowych cech - i wszystko to za moją sprawką. Mam wpływ na każdy jeden detal jego funkcjonowania. Ten nowy twór nie zrobi niczego, na co mu nie pozwolę - specjalnie (nowe funkcjonalności) lub niechcący (bugi).
Jak każdy, lubię gdy to co robię, jest tak bliskie doskonałości jak tylko to możliwe. Chcę mieć poczucie, że to, czemu dałem życie, będzie takie jakie miało być. Aby to osiągnąć, potrafię spędzać przy pracy nad nim mnóstwo godzin - czasem więcej niż powinienem, niż mi za to płacą, jeśli to “twór komercyjny”. Jeśli to mój własny twór, to potrafię siedzieć nad nim i szlifować konkretne aspekty tak długo, aż będę chociaż częściowo zadowolony z niego. A ciężko mnie zadowolić… Wie o tym choćby lark, z którym pracuję nad Core CMS.
Ogólnie, w życiu realnym, “poza firewallem”, jestem bałaganiarzem. Nie dlatego, że lubię bałagan, ale dlatego, że nie lubię marnować czasu na coś, co trzeba robić w kółko i wciąż i wciąż od nowa, a co nic nie daje. Wole ten czas poświęcić na inne rzeczy, jak chociażby programowanie ;)
Gdy siadam do komputera, i zaczynam tworzyć kod, staję się strasznym pedantem. Dosłownie. Pisane przeze mnie programy, aplikacje, muszą mieć czysty, schludny kod. Ładnie sformatowany, logiczny, samo objaśniający się. Logiczne nazwy zmiennych, wcięcia, linie łamane koło 80-tej kolumny… Na tych operacjach potrafię spędzić czasem nawet kilka godzin, jeśli poprawiam czyjś kod, lub czasem swój własny, sprzed jakiegoś dłużeszgo okresu czasu. Co jakiś czas zmieniają mi się założenia dotyczące wyglądu kodu ;)
Czasem jestem zmuszany do wyrobnictwa. Do szybkiego napisania takiego kodu, którego później się wstydzę. Nienawidzę tego, ale niestety, ideały czasem muszę poświęcić w imię mamony, która dominuje w obecnym życiu (nie tylko moim). Nie ma lekko… A mam wrażenie, że do wyrobnictwa będę w najbliższym czasie trochę zmuszany. W imię mamony…
Wiesz jak to mówią: pieniądze dają wolność do robienia tego, na co naprawdę masz ochotę. Zatem jak będziesz miał pieniądze, będziesz pisał taki kod, jaki być powinien :)
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/264/programowanie/#comment-608
Zgadza się. Problem w tym, żeby tą kasę mieć. Własnej firmy ponownie zakładać w najbliższym czasie nie będę. W mojej dziurze to musiałaby być nie wiem jak duża firma, żeby starczało mi choćby na ZUS, który kroi niemiłosiernie… etc etc. Długa historia. Pozostaje mi pracowanie dla innych, lub wyjazd z kraju. Na to ostatnie nie mam szans. Więc i wyboru nie mam :)
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/264/programowanie/#comment-609
Ja sam także lubię mieć linijki kodu wcięte w odpowiednich ilościach, ale właśnie jak mówisz czasami trzeba zasuwać jak mróweczka. I wtedy kod staje się … no mówiąc dosadnie robi się burdel :/
Z kraju chyba wyjeżdżać chyba nie musisz, w końcu w Polsce także mamy duże miasta w których da się znaleść pracę :)
Pozdrawiam :)
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/264/programowanie/#comment-5335
“Ja staję się Bogiem, gdy zaczynam pisać kod.”
Wyglada na to, ze potrzebujesz konsultacji psychiatrycznej kolego.
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/264/programowanie/#comment-9778
@Whisller: Ja niby mieszkam w dużym mieście. Ale to długa historia ;) Z kraju chciałbym wyjechać nie tylko ze względu na pracę. M.in. także ze względu na taką a nie inną sytuację polityczną. Ale to nie temat na tego bloga.
@Mariusz: o, widzę że znalazłeś właściwy wątek ;) Gratuluję.
Co do mojej konsultacji psychiatrycznej: nie wydaje mi się żebym jej potrzebował. Za to Ty potrzebujesz umiejętności czytania połączonej z wyciąganiem wniosków :)
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/264/programowanie/#comment-18915