dzis mialem przymusowa przerwe w pracy. moj isp zafundowal mi brak netu od 1440 do okolo 2000. szlag by ich trafil… a poczatki mojej z nimi wspolpracy byly tak mile. znajomi zachwalali, pozniej jak mieli moja klatke przylaczyc sami dzwonili, oddzwaniali etc, i do pewnego momentu po podlaczeniu bylo swietnie. jakis czas temu pierwszy problem - pad netu na jakies 1,5h. cos sie u nich stalo, podlaczyli m nie pod inny serwer i dziala. fajnie. tylko kurwa mac, mogliby mnie poinformowac o tym, ze roqwnoczesnie zmienili moje routowalne ip… ale po co. pozniej sie okazalo jakis czas pozniej samo, jak sie nie moglem do swojego kompa dostac :/
od tego czasu zaczelo byc roznie. np przez ostatni tydzien potrafilo mi co chwila zrywac polaczenie - po prostu na 30-90 sekund pakiety nie wychodzily na swiat. i tak co godzine, dwie, rekordem byly chyba 3h. i tak w kolko… az do dzi. dzis te 90 sekund przerwy przerodzily sie w ponad 5h :(((
(21:57:59) ramzes@jabber: gdzie te piekne dni na pld?…..
mojemu szeryfowi nie podoba sie fedora chyba…. :P
Nie to, ze nie podoba, bo jednak to linux i pracuje sie milo. Jednak w PLD zjawisko zwiechy systemu chyba nie istnieje, a tutaj trafilo mi sie po paru dniach pracy na tym systemie. wczesniej mialem juz fedorke ale jakos z niej zrezygnowalem. Juz pamietam dlaczego…
Adres bezpośredni: http://urzenia.net/37/isprzerwa-w-pracy/#comment-24