Dzisiaj rzecz będzie o statystykach. Nie o odwiedzalności urzenia.net, czy jakiejkolwiek innej strony w sieci. Tym razem będę się “chwalił” o pisaninie na usenecie (grupach dyskusyjnych).
Jedyna słuszna wyszukiwarka, czyli Google, posiada takie coś jak statystyki grup dyskusyjnych. Można tam między innymi sprawdzić, kto był aktywny w danym miesiącu na danej grupie dyskusyjnej, albo na jakie grupy w ogóle pisywał etc. Dziś tam zajrzałem…
W dawnych czasach, gdy zaczynałem moją przygodę z siecią w ogóle, byłem bardzo aktywny na grupie pl.soc.seks. Do tej pory, pomimo nie pisania tam niczego już od kilku ładnych lat, jestem na 8 miejscu wśród najaktywniejszych osób na grupie. W sumie na 7, bo dwa miejsca zajmują maile Sabaziosa. Oj, to były czasy, po 1-2k postów na dobę ;)
Jakoś tak się zbiegło w czasie, że kończąc swój pobyt na pss, zaczęłem ukazywać się na pl.comp.www, gdzie też już od dłuższego czasu zbytnio się nie odzywam. Ale nie ma lekko, pomimo tego w ogólnej statystyce, jestem na drugim miejscu najczęściej udzielających się ;) Wyprzedził mnie tylko “dyżurny wróżbita”, PablO (czy też Pabl0, nigdy nie pamiętam ;) ). Ciekawe, czy wyprzedziłby mnie gdyby podliczyć moje posty z kilku innych maili, z jakich swego czasu pisałem (a raczej pseudo maili).
W sumie, Google zaindeksowało ponad 10k moich postów na newsgrupach. Pewnie w sumie było tego ze 2 lub 3k więcej, ale to już drobiazg ;) Nawet nie myślałem że aż taki produktywny byłem swego czasu :) Zajrzenie na te statystyki były drobnym szokiem, ale i przywołało przyjemne (i te mniej przyjemne też) wspomnienia :)
++$mysz;
Paweł Tkaczyk miał ostatnio niemiłą przygodę. Jako, że sam strasznie nie lubię takich zagrywek, jakie zastosował w jego przypadku Neckerman, spełniam jego prośbę o pomoc przy rozgłoszeniu sprawy. Uważam że z takim chamstwem (tak, jest to chamstwo i w pewnym sensie kradzież) trzeba walczyć. Sam nie jeden raz byłem ofiarą (no dobra, nie dałem się, ale próbowali ze mnie taką zrobić) kradzieży np w supermarketach, gdzie cena na półce była inną niż cena jaką kazali mi płacić. Nigdy nie pozwoliłem, żeby zabrali mi moje 50 czy 60 gr., nie mówiąc o wyższych kwotach (a zdarzało się i po kilkadziesiąt zł). Rozumiem Pawła, że dla dobra rodziny dopłacił te pieniądze - w końcu rodzina jest ważniejsza. Ale mam nadzieję, że choć kilka osób zastanowi się na przyszłość przed wykupieniem wycieczki w Neckermanie.
Więcej: poczytaj wpis na blogu Pawła: Neckerman źle traktuje swoich klientów.
Poniższa historia zdarzyła się naprawdę - 21.05.2006 r. około godziny 14.00 na ul. Jarogniewa w Szczecinie…
Wyszedłem z domu dość późno, miałem tylko chwilę na dotarcie na przystanek. Mam zwyczaj dość szybkiego chodzenia, więc też standardowo “darłem laczki“. Kilkadziesiąt metrów przede mną idzie babuleńka - dwie pękate torby w rękach, parasolka pod pachą…
Chwilę później przebiega koło mnie młody chłoak - na oko jakieś 15-16 lat. Podbiega do babci, łapie za jedną z toreb, i zamiast uciekać - prawie się zatrzymał.
Babcia była szybka - prędkość z jaką rzuciła torby, złapała za parasol i zaczęła nim okładać chłopaka była zadziwiająca. Koleś dostał ze 3 razy, zaczął się przewracać, zanim dotarłem do nich. W tym momencie parasol zawisł w powietrzu, babcia patrzy się na chłopaka, i:
- Piotruuuuś???!!!!
Okazało się, że wnuczek podbiegł do niej i chciał pomóc dźwigać torby. Jeszcze się nie nauczył, że w tym kraju uczynność i dobroć serca nie popłaca ;)
Chwilę później pomknęłem na przystanek - na szczęście zdążyłem ;)
P.S. Moje mknięcie nieco przypominało turlanie się - ze śmiechu…
Każdy chyba miał kiedyś ochotę, pragnienie, żeby pobawić się w Boga. Stworzyć nowe życie. Ja staję się Bogiem, gdy zaczynam pisać kod. Tworzę najpierw szkielet programu, określając podstawy funkcjonowania nowego, tworzonego przeze mnie życia. Później zaczynam określać dalsze aspekty mojego dzieła, patrząc, jak to nowe życie, rośnie, uczy się, i nabiera nowych cech - i wszystko to za moją sprawką. Mam wpływ na każdy jeden detal jego funkcjonowania. Ten nowy twór nie zrobi niczego, na co mu nie pozwolę - specjalnie (nowe funkcjonalności) lub niechcący (bugi).
Jak każdy, lubię gdy to co robię, jest tak bliskie doskonałości jak tylko to możliwe. Chcę mieć poczucie, że to, czemu dałem życie, będzie takie jakie miało być. Aby to osiągnąć, potrafię spędzać przy pracy nad nim mnóstwo godzin - czasem więcej niż powinienem, niż mi za to płacą, jeśli to “twór komercyjny”. Jeśli to mój własny twór, to potrafię siedzieć nad nim i szlifować konkretne aspekty tak długo, aż będę chociaż częściowo zadowolony z niego. A ciężko mnie zadowolić… Wie o tym choćby lark, z którym pracuję nad Core CMS.
Ogólnie, w życiu realnym, “poza firewallem”, jestem bałaganiarzem. Nie dlatego, że lubię bałagan, ale dlatego, że nie lubię marnować czasu na coś, co trzeba robić w kółko i wciąż i wciąż od nowa, a co nic nie daje. Wole ten czas poświęcić na inne rzeczy, jak chociażby programowanie ;)
Gdy siadam do komputera, i zaczynam tworzyć kod, staję się strasznym pedantem. Dosłownie. Pisane przeze mnie programy, aplikacje, muszą mieć czysty, schludny kod. Ładnie sformatowany, logiczny, samo objaśniający się. Logiczne nazwy zmiennych, wcięcia, linie łamane koło 80-tej kolumny… Na tych operacjach potrafię spędzić czasem nawet kilka godzin, jeśli poprawiam czyjś kod, lub czasem swój własny, sprzed jakiegoś dłużeszgo okresu czasu. Co jakiś czas zmieniają mi się założenia dotyczące wyglądu kodu ;)
Czasem jestem zmuszany do wyrobnictwa. Do szybkiego napisania takiego kodu, którego później się wstydzę. Nienawidzę tego, ale niestety, ideały czasem muszę poświęcić w imię mamony, która dominuje w obecnym życiu (nie tylko moim). Nie ma lekko… A mam wrażenie, że do wyrobnictwa będę w najbliższym czasie trochę zmuszany. W imię mamony…
[20:17:55] lark: wiem, ale hobby też jakieś trzeba mieć :P
[20:18:05] MySZ: ja mam :) lubie kodowac :)
To tyle, jeśli chodzi o to czemu pracuje w tym zawodzie ;)
… to się diabeł cieszy.
Ta stara prawda znów mi się dziś objawiła :) Siedziałem kilka ładnych godzin nad czymś w sumie prostym, starając się szybko to zrobić, bo czasu mało… No i za nic mi nie wychdzodziło. W pewnym momencie prawie mnie szlag nie trafił, że tak banalnej rzeczy nie mogę zrobić ;)
Wymiękłem, i poszedłem sprzed kompa, obejrzałem odmóżdżającego Jean Claude van Damme na Polsacie (tylko te reklamy…), posiedziałem 2 czy 3h. Wróciłem do kompa, z mocnym postanowieniem, że zrobię od nowa, spokojnie, powoli, niezależnie od tego, ile czasu miałoby mi to zająć.
Zrobiłem w niecałą godzinę… ;)
Strona 1 z 9
- 1
- 2
- 3
- ...
- następna ›
- ostatnia »








