moja kobieta wrocila z odwiedzin u rodzicow w weekend, i jest juz w domu. w koncu dzis w nocy mial mnie kto ogrzac :)
z innej beczki: wkurwia mnie ten kraj. niby nie wolno palic w miejscach publicznych - ale co to kogo. nikt tego nie pilnuje, wiec idzie setka takich burakow, i truje mnie i inna setke takich ktorzy nie pala. co za debilizm. czemu panowie policjanci nie zaczna rozdawac mandatow za to ? troszke kasy by od razu uzbierali, i zrobili porzadek.
inny motyw: parkujacy auta. ku* jego mac, chodnik ma 2m szerokosci, ale kazdy kto parkuje to oczywiscie musi parkowac tak, zeby z chodnika zostalo niecale 0.5m.
szwagier niedawno byl przez jakis czas szwecji. tam widac szacunek dla innych, dla tego co maja, i dla tego czego nie maja. facet, u ktorego szwagier pracowal, ma chate, troche ziemi etc. 3 samochody. w samochodach na stale zostawia kluczyki, bo wszystkie 3 to toyoty, i jak sie tlumaczy, nigdy mu sie nie chce zastanawiac ktory kluczyk ofd ktorego auta jest. wiec po co wyjmowac kluczyki, skoro to tylko utrudnia ?
ma tez wielka ’szope’. taka, w ktorej parkuje traktor, i w ktorej trzyma od cholery elektronarzedzi - wlacznie z jakims cyklinarkami etc. kiedys nosil troche rzeczy tam i z powrotem, i podstawil pod drzwi od szopy kija, zeby sie nie zamykaly. o tym kiju zapomnial, przypomnial sobie 3 dni pozniej. nie do pomyslenia by bylo zeby ktos cos ukradl. niczym sie facet nie przejal, poszed, wyjal kij i przymknal drzwi. przymknal, nie zamknal - nie wiedza nawet gdzie jest klucz od tej ’szopy’…
inna sytuacja: w miescie jest cos na ksztalt naszych carrefourow czy geantow. tylko tak ze 3-4 razy wieksze. przed parkingiem kobieta zostawia auto. jako ze jest goraco jak diabli, a ona nie chce pozniej wsiadac do parnego auta, zostawia calkiem otwarte okna z przodu - od strony kierowcy i od strony pasazera. na siedzeniu pasazera 2 telefony komorkowe. nie rzechy za 10 zl, ale szwagier takich u nas jeszcze nie widzial. wraca pol godziny pozniej (szwagier z kumplem wlasnie w samochodzie zrobili sobie sniadanie), wsiada do auta, i odjezdza. nawet nie pomyslala ze ktokolwiek moglby jej ukrasc auto, czy chocby te komorki…
podobnie w zeszlym roku w wakacje kumpel byl w kanadzie. taka sama sytuacja: rower mozna zostawic przed sklepem na godzine czy polterej, bez zapiecia, wrocic i sobie spokojnie odjechac.
nie dosc tego wszystkiego - wszyscy sa dla siebie mili, wszedzie slychac ‘prosze’, przepraszam’, dziekuje’ i ‘dzien dobry’. jak moze mnie szlag nie trafiac w polsce, gdzie kazdy tylko patrzy, jak by tu drugiemu cos zajebac ? :/
albo nasmiecic, czy zepsuc coskolwiek ? rozbic lusterko w samochodzie, czy chocby przejechac gwozdziem po drzwiach… :/