dzis w koncu udalo mi sie podlaczyc do netu. lacze 256kb/s kosztuja mnie 65,- brutto co miesiac. nie jest to duzo, ale wczesniej mialem neo / 4, co kosztowalo mnie tylko 40,- (czy 30, sam juz nie pamietam…)

na razie dziala w miare niezle. firma sprawiala baaardzo pozytywne wrazenie podczas starania sie o lacze. oddzwaniali, wykazywanie zainteresowali mna jako potencjalnym klientem, etc etc. z wrazen ludzi ktorzy rowniez lacza sie przez grupe internetowa sa rowniez bardzo solidni i w ogole ok… az sie nie chce wierzyc ze taka firma w polsce istnieje. juz przestalem miec zludzenia, a tu taka niespodziewajka…

bez netu bylem od poczatku sierpnia. przez ten czas nie aktualizowalem systemu, poza tym nie wiem czemu mialem wczesniej zainstalowane pakiety z i686, zamiast natywne na athlona.. dziwne, ze tak bylo, i dziwne ze nie zauwazylem. mam za to teraz do sciagniecia ponad 1gb softu. czad… troche to potrwa ;)


moja kobieta wrocila z odwiedzin u rodzicow w weekend, i jest juz w domu. w koncu dzis w nocy mial mnie kto ogrzac :)

z innej beczki: wkurwia mnie ten kraj. niby nie wolno palic w miejscach publicznych - ale co to kogo. nikt tego nie pilnuje, wiec idzie setka takich burakow, i truje mnie i inna setke takich ktorzy nie pala. co za debilizm. czemu panowie policjanci nie zaczna rozdawac mandatow za to ? troszke kasy by od razu uzbierali, i zrobili porzadek.

inny motyw: parkujacy auta. ku* jego mac, chodnik ma 2m szerokosci, ale kazdy kto parkuje to oczywiscie musi parkowac tak, zeby z chodnika zostalo niecale 0.5m.

szwagier niedawno byl przez jakis czas szwecji. tam widac szacunek dla innych, dla tego co maja, i dla tego czego nie maja. facet, u ktorego szwagier pracowal, ma chate, troche ziemi etc. 3 samochody. w samochodach na stale zostawia kluczyki, bo wszystkie 3 to toyoty, i jak sie tlumaczy, nigdy mu sie nie chce zastanawiac ktory kluczyk ofd ktorego auta jest. wiec po co wyjmowac kluczyki, skoro to tylko utrudnia ?

ma tez wielka ’szope’. taka, w ktorej parkuje traktor, i w ktorej trzyma od cholery elektronarzedzi - wlacznie z jakims cyklinarkami etc. kiedys nosil troche rzeczy tam i z powrotem, i podstawil pod drzwi od szopy kija, zeby sie nie zamykaly. o tym kiju zapomnial, przypomnial sobie 3 dni pozniej. nie do pomyslenia by bylo zeby ktos cos ukradl. niczym sie facet nie przejal, poszed, wyjal kij i przymknal drzwi. przymknal, nie zamknal - nie wiedza nawet gdzie jest klucz od tej ’szopy’…

inna sytuacja: w miescie jest cos na ksztalt naszych carrefourow czy geantow. tylko tak ze 3-4 razy wieksze. przed parkingiem kobieta zostawia auto. jako ze jest goraco jak diabli, a ona nie chce pozniej wsiadac do parnego auta, zostawia calkiem otwarte okna z przodu - od strony kierowcy i od strony pasazera. na siedzeniu pasazera 2 telefony komorkowe. nie rzechy za 10 zl, ale szwagier takich u nas jeszcze nie widzial. wraca pol godziny pozniej (szwagier z kumplem wlasnie w samochodzie zrobili sobie sniadanie), wsiada do auta, i odjezdza. nawet nie pomyslala ze ktokolwiek moglby jej ukrasc auto, czy chocby te komorki…

podobnie w zeszlym roku w wakacje kumpel byl w kanadzie. taka sama sytuacja: rower mozna zostawic przed sklepem na godzine czy polterej, bez zapiecia, wrocic i sobie spokojnie odjechac.

nie dosc tego wszystkiego - wszyscy sa dla siebie mili, wszedzie slychac ‘prosze’, przepraszam’, dziekuje’ i ‘dzien dobry’. jak moze mnie szlag nie trafiac w polsce, gdzie kazdy tylko patrzy, jak by tu drugiemu cos zajebac ? :/

albo nasmiecic, czy zepsuc coskolwiek ? rozbic lusterko w samochodzie, czy chocby przejechac gwozdziem po drzwiach… :/


kobieta: mnie opuscila. zostalem sam. zeby nie wracac do pustego domu, zostaje dzisiaj na noc w biurze. do domu wroce jutro wieczorem, bede zmeczony po nocce na tyle, ze bez wiekszych problemow zasne. nie bede sie przejmowal, ze pusto w domu, w lozku. ze nikt sie do mnie nie przytuli. nie bedzie marudzil, ze zimno. w niedziele ide na obiad do matki, wiec tez nie bedzie czasu na przejmowanie sie i martwienie.

praca jest dobra na kazde zmartwienie


wkurza mnie kobieta od ktorej wynajmuje mieszkanie

umowa w sierpniu byla taka:
wynajmuje nam mieszkanie bez jednego pokoju, ktory zatrzymuje dla siebie. normalnie mieszka w germanlandii, czasem przyjezdza na 2-3 dni do polski i wtedy chce miec sie gdzie zatrzymac. my (ja i moja kobieta) placimy tylko za rachunki - czynsz etc. bez doplaty dla niej. taka byla teoria…

w praktyce przyjechala 12.11.2004, i meczy nas do tej pory. jest meczaca jak babcia w ’starsza pani musi umrzec’ (czy jakos to podobnie bylo). ciagle truje, lazi, pali (ja jestem zdecydowanie niepalacy, jak i moja kobieta), i na kazde slowo stwierdza: przyjechalam do domu (w domysle: odp* sie)

szlag mnie trafia. mam jej cholernie dosc. na razie jeszcze wytrzymam. do momentu az Ania obroni magisterke (tj do czerwca), wtedy wypad z tej chaty robie…

tutaj RAFi ladnie mi podpowiada co powinienem zrobic. ale chyba bym mial za dobrze… ;)

z przyjemniejszych rzeczy: moze niedlugo uda mi sie zalozyc w tej chacie net. w koncu bede mogl sie czuc jak cywilizowany czlowiek :)


Strona 9 z 9