Od jakichś przynajmniej 6 lat, może nawet 7, nie miałem okazji na jakieś większe uprawianie sportu. Była tylko praca, praca, i jeszcze troche pracy. A w większości pracowałem przy biurku, prawie się nie ruszając - tyle co z domu na przystanek i z przystanku do pracy…
A kiedyś było tak pięknie: za czasów szkoły potrafiłem dziennie spędzić na boisku do jakichś 5h dziennie, w wakacje bywało że szliśmy rano, i wracaliśmy po 10h do domu. Nie miałem większych problemów z kondycją, formą etc.
Wiedząc, że przydałoby mi się nieco poruszać, a poza tym strasznie tęskniąc za ruchem, sportem w jakiejś postacji (i nie myślę tu o szachach ;) ), od dłuższego czasu kombinowałem co by tu porobić. Samemu biegać/whatever to mi się nie chce, poza tym raz czy dwa bym się zmusił, a później skończyłaby się motywacja i tyle. Wypytywałem znajomych, czy nie chcieliby gdzieś razem wynająć hali i pograć w siatkę, piłkę nożną, czy chociażby w koszykówkę (za którą nie przepadam, ale lepszy rydz niż nic). Chętnych było ciągle za mało :/
Przez przypadek usłyszałem, że wujas mój chodzi na siatkówkę z kilkoma kumplami z pracy - całość organizuje im zakład pracy. Spytałem się go czy nie mógłby mnie wkręcić :) No i się udało :D
Byliśmy przedwczoraj z moją Panią na hali, i graliśmy razem z innymi 8 panami, gdzie średnia wieku sięgała jakichś 40-50 lat. Bardzo, bardzo, bardzo fajnie się grało :) Oczywiście, ja jakichś specjalnych umiejętności siatkarskich nie mam, grywałem nie raz i nie dwa, ale ‘dla siebie’, na lekcjach w szkole, czy czasem z kumplami na podwórku, ale jakoś sobie radzę. Co innego moja Pani: kilka lat trenowała siatkówkę, więc z pozostałymi graczami czuła się jak ryba w wodzie :) Ja dość mocno odstawałem od poziomu ;) Ale na szczęście nie miał nikt do mnie pretensji ;)
Już nie mogę się doczekać poniedziałku (od nie wiem ilu lat nie przepadam za tym dniem) żeby pójść znów pograć, poruszać się, pobiegać :) Jest tylko jeden problem: zakwasy. Wczoraj ledwo się ruszałem, wszystkie mięśnie bolały. A dziś to w ogóle koszmar: żeby wstać z krzesła, nie mówiąc o schylaniu się, potrzebuje dobrej minuty. Ale zlew z tym. Szkoda tylko że wczoraj nie mogłem pójść znów na halę, żeby przepalić zakwasy, lepiej na tym bym wyszedł… Jakoś to przeżyje :)